This love...

wtorek, 24 lipca 2007

Może to o mnie...


Dlaczego stoisz przy oknie

Wciąż piękną i dumną chcąc być

Twe piersi kaleczy cierń nocy

Włócznia wieku w twym boku już tkwi


Giniesz w łachmanach sumienia

Szukając zapachów i barw

Nerwy napięte i srebrne

Zwiotczały, stoczyła ja rdza


Miłości wybrana, miłości zmrożona

Plątanino materii i ducha

Wybranko aniołów, demonów i świętych

Zastępów złamanych serc

Uspokój tę duszę


Ucałuj policzek księżyca

I z chmury niewiedzy swej wyjdź

Nowe Jeruzalem spłonęło

Po cóż czekać w ruinach na świt


Na trudy się nie skarż ni słowem

I niech nie współczuje Ci nikt

Jak róża po drabinie cierniowej

Pnij się w górę w milczeniu przez łzy


Rzuć potem tę różę do ognia

I słońcu w ofierze ją złóż

A słońce niech weźmie w ramiona

Najświętszy jedyny Bóg


Bóg marzy o śmierci litery

Bo żaden nie znaczy nic znak

Lecz sprzyja ciągłemu jąkaniu

Słów chcących ciałem się stać


Miłości wybrana, miłości zmrożona

Plątanino materii i ducha

Wybranko aniołów, demonów i świętych

Zastępów złamanych serc

Uspokój tę duszę, uspokój ją.




Leonard Cohen

1 komentarze:

Anathema pisze...

Ehh, Pyk...
Nasze życie składa się w ogromnej mierze z cierpienia po to, byśmy odróżnili od niego szczeście, gdy już je znajdziemy...